czwartek, 14 marca 2013

Autobusy



Poranki w autobusach. Mnóstwo martwych ludzi. Martwe twarze z martwymi spojrzeniami, balansującymi niczym cyrkowiec, na krawędzi rzeczywistości i snu. Wydają się być maksymalnie skupieni, ale ich dusze wędrują gdzieś na granicy światów, oczekując na to, że któryś świat wyciągnie do nich rękę i przeniesie ich do określonej rzeczywistości. A autobus podąża swoją drogą, niczym objazdowy czyściec, pełen istot niezdolnych do zrozumienia sytuacji, w której się znaleźli. Wicher rzeczywistości… ból wyraża emocje... do skraju ich pojmowania. Dumam nad tym, jakie to wspaniałe uczucie pokonywać swoje własne słabości. Jechać daleko przed siebie, ze świadomością, że człowiek w dłoniach ma swoje życie, walczy z szaleństwem i odpowiedzialnością, nie poddaje się..... wiatr we włosach, myśli, dumanie nad planami i kolejnymi marzeniami, które chce się zrealizować.....ojjjjj życie...
Ten sam wiatr, który wieje we włosach, skutecznie hamuje działania... własną siłą hamuje dłoń próbującą odgarnąć niepokorny kosmyk, który jest częścią ciebie, ale nie możesz go poskromić... z maniakalnym uporem wciska ci się w usta, a ty nie możesz tego pokonać, bo prędkość, z którą się przemieszczasz, zyskała nad tobą przewagę... a wystarczy zwolnić i powąchać las dookoła... poczuć w sobie odwieczność przyrody, wsłuchać się w jakże głośny odgłos godowy pasikonika, który, choć niewidoczny, napełnia twoją rzeczywistość swoim odgłosem i sprawia, że twoja rzeczywistość staje się pełniejsza. A to tylko kwestia dostrzeżenia tego, czego nie widzimy, a co utrzymuje nas w dobrym samopoczuciu.

Brak komentarzy: