czwartek, 28 lipca 2011

Poranki

Poranki są wprost stworzone do przemyśleń. Człowiek zbiera się do kupy, próbując zrzucić z siebie ciężką kołdrę snu, by ogarnąć rzeczywistość, która wdziera się do głowy wszystkimi możliwymi zakamarkami ciała, maltretując zwoje nerwowe całym kalejdoskopem możliwych do otrzymania bodźców. Chociaż każdy dzień, kiedy musimy się wyrwać ze szponów snu, by dostać się do pracy, wydaję się takim samym jak inne, jest w każdym z nich taki element, który nadaje mu niepowtarzalny, różny od innych doznań smak. Smakiem tego poranka był kot. W każdym razie, umownie można nazwać to kotem, bo leżało to-to na jezdni opodal domu i jego kocistość czy też kotowatość, była nader wątpliwa. Jakkolwiek by tego nie nazwać, leżało bez ruchu i miało w sobie tyle życia, ile kostka betonowa pod nim. Wokół niego rozlewała się czerwona plama. Jeszcze była widoczna, pomimo deszczowego poranku i zdawała się prosić o wtłoczenie na powrót do niegdysiejszego jej posiadacza. Właściciel rzeczonej plamy, miał to już gdzieś.
Koty, z natury, zdają się mieć wszystko gdzieś, z tym swoim nieobecnym spojrzeniem, rodem z granic kilku wszechświatów i pustym dążeniem do samozadowolenia wszystkimi możliwymi drogami. Ten jednak miał wszystkiego zdecydowanie ponad miarę i nawet nie spojrzał na mnie, jak to podwórkowe koty mają w zwyczaju, w stylu "Hej! Stary! Idziesz sobie. Fajnie, ale ja mam to w dupie!". Nie był już nawet kotem, nawet po uwzględnieniu ogólnych cech zewnętrznych, które zdawały się to potwierdzać. Zupełnie to samo można powiedzieć o człowieku. Po śmierci jesteśmy jedynie tym, co są w stanie przekazać innym, cudze o nas wspomnienia. Nasze całe człowieczeństwo jest zbiorem chaotycznych przemyśleń innych ludzi i rzeczami, które po sobie pozostawiliśmy.

Brak komentarzy: