środa, 26 stycznia 2011
niedziela, 2 stycznia 2011
PROBLEM Z KARPIEM
Karp, jaki jest, każdy widzi, ale okazuje się, że jednak nie każdy widzi, a jak już nawet widzi, to niekoniecznie postrzega go identycznie jak inni. Weźmy np. takiego ”karpia królewskiego”. Moje wszystkowiedzące ciotki, podczas popołudniowego spotkania przy kawie, postanowiły się pospierać, czy rzeczony karp ma łuski, czy też ich nie ma. Kurwa!!! Co to za różnica??!! Tak czy siak, leżąc na talerzu, wygląda i smakuje jak karp i niezależnie od posiadania przez niego łusek za życia, należałoby bardziej podeliberować nad aspektami jego „królewskości”. Na usta samo nasuwa się pytanie, jakiż to wesoły człowiek postanowił przemycić w nazwie tego ścierwa dwa wzajemnie wykluczające się wyrazy. Ciekawe, czy jakikolwiek król byłby szczęśliwy, jedząc jakiegokolwiek karpia, jako wykwintne danie na specjalne okazje, lub, co ciekawsze, czy spodobałoby mu się określenie w stylu „Król Stefan III Karpiowaty”? Myślę, że kucharz dyndałby na sznurze, a trefnisia by ścięto. Trzeba jednak zadzwonić do kuzyna, do szwagierki syna, do brata, co ma książki o rybach, aby zapytać, czy ten śmierdzący wór tłuszczu z nadzieniem z ości, ma kurwa łuski!! Jak do tego przypomnę sobie kwestię zabicia karpia przed wigilią, to już całkowicie dostaję białej gorączki. Trzeba oczywiście kupić żywego karpia, „bo lepszy” (od gówna pewnie tak, ale i tutaj zaczynają mnie nachodzić wątpliwości). Nie potrafisz sobie poradzić z zabiciem karpia, to kup filet i po sprawie! Proste! Czy trzymasz w łazience żywego prosiaka, gdy chcesz zjeść cielęcinę? Nie! I tutaj właśnie powinien pojawić się modny ostatnio wątek humanitarnego traktowania karpia, roztrząsany pomiędzy kęsami pysznie przyrządzonej karkówki. Otóż ciotka , jak się okazało, ma rzeźnicze zapędy. Pierwszy karp zdychał w męczarniach, a koroner stwierdził na ciele denata kilkanaście ran kłutych, dwie cięte i jedną szarpaną, przy czym Ne udało się ustalić, które z obrażeń było śmiertelne. Drugi z karpi miał nieco łatwiejszą śmierć. Ja, jako laik, mogę jedynie stwierdzić, że z całą pewnością, do przeniesienia się w inny wymiar, pomogła im niezmiernie dekapitacja. Tak w sumie, można powiedzieć, że była to niepotrzebna śmierć, ale cóż... stało się. Dzięki temu zostałem sterroryzowany jedną ohydną potrawą więcej i jestem co raz bardziej skłonny do wstąpienia w szeregi jakiejś kretyńskiej bandy oszołomów walczących o humanitaryzm w traktowaniu karpi, jednak z zupełnie odmiennych pobudek. RAMEN.
